30 października 2009

Logika handlu według Carrefoura

Dotychczas uważałem, że jedną z podstawowych zasad handlu jest to, że jeśli ktoś kupuje więcej jakiegoś towaru to jest w stanie uzyskać niższą cenę jednostkową. To jeden z powodów zróżnicowania cen w handlu hurtowym i detalicznym. Zresztą i w detalu występuje ta zasada. Przykład? Supermarket Tesco. Cena kilograma cukru 2 zł 59 gr. Przy jednorazowym zakupie 10 kg – już tylko 2 zł 33 gr.
Jednak tego samego dnia co Tesco zwiedziłem również Carrefoura. Tam zasady są inne. Litrowa butelka oleju Kujawskiego kosztowała 5 zł 29 gr, a trzylitrowa 16 zł 28 gr. Innymi słowy, kupując większe opakowanie płaciło się 41 groszy więcej, niż za mające łącznie taką samą pojemność, trzy opakowania mniejsze. Litr oleju w dużej butelce był droższy o prawie 14 groszy od litra takiego samego oleju w mniejszej butelce.
Odczekałem 15 dni i złożyłem kolejną wizytę w Carrefourze. Litrowa butelka oleju Kujawskiego podrożała do 5 zł 44 gr. Trzylitrowa też podrożała – do 16 zł 95 gr. Kupując większe opakowanie, płaci się więc już nie 41 a 63 grosze więcej, niż za trzy mniejsze o łącznie takiej samej pojemności. Litr oleju w dużej butelce jest już 21 groszy droższy od litra takiego samego oleju w mniejszej butelce.

9 października 2009

Złe Eureko i dobra Islandia

Dwa dni po tym jak Ministerstwo Skarbu Państwa zawarło z Eureko ugodę kończącą dziewięcioletni spór o PZU, Ministerstwo Finansów zdecydowało się udzielić Islandii dość specyficznej pożyczki o wartości 630 mln zł. Warunki kontraktu z Islandią sprowadzają się do tego, że za pożyczone pieniądze wyspiarski kraj kupi nasze obligacje. Powstaje więc dość istotne pytanie: kto tu komu pożycza? Jest ono jeszcze istotniejsze jeśli przypomnimy sobie kwestie związane ze sporem o PZU.
Jednym z zarzutów stawianych Eureko było to, że kupiło PZU za pieniądze PZU. Nie chodzi przy tym o umowę z 1999 r., na mocy której konsorcjum Eureko i BIG Banku Gdańskiego (obecnie Bank Millennium) kupiło 30 proc. akcji ubezpieczyciela, lecz o aneks z 2000 r. na mocy którego Eureko uzyskało możliwość dokupienia kolejnych 21 proc. akcji. W tymże 2000 r., PZU ulokowało 2 mld zł w TFI Skarbiec. Pieniądze te miały następnie przewędrować do BIG Banku Gdańskiego, a za jego pośrednictwem do instytucji związanej z Eureko, co zabezpieczyło temu ostatniemu możliwość kupna akcji PZU.
Abstrahując od tego jak w rzeczywistości było z PZU, warto wrócić do Islandii, która ma kupić nasze obligacje (a więc udzielić nam pożyczki) za pieniądze, które sami jej pożyczy. Z komunikatu Ministerstwa Finansów wynika, że nominalnie coś na tym zarobimy. Do końca 2015 r. koszt tej operacji będzie wynosił dla Islandii 2 proc. rocznie, ale w latach 2016-2022 już tylko 1,3 proc. Jak na pożyczkę to stawki symboliczne, a biorąc jeszcze pod uwagę wartość pieniądza w czasie, już teraz można stwierdzić, że prawie na pewno do tego interesu dołożymy.

20 września 2009

Godzina mówi wiele

Zaledwie 17 września 2009 r. Amerykanie oficjalnie ogłosili wycofanie się z projektu tzw. tarczy antyrakietowej, którego częścią miała być budowa wyrzutni rakiet przechwytujących na terytorium Polski.

Już twierdzi się, że to ukłon Stanów Zjednoczonych wobec Rosji, która równe 60 lat wcześniej napadła na Polskę. Wydawany przez Niemców szmatławiec „Fakt” dał nawet na pierwszej stronie tytuł następującej treści: „Zdrada! USA sprzedały nas Rosji i wbiły nam nóż w plecy”. Z drugiej strony, publikuje się sondaże, z których wynika, że większość z nas wcale amerykańskiej bazy u nas nie chciała. Dyskutuje się też nad faktycznym znaczeniem wojskowym tarczy rakietowej i podśmiewa z tego, że prezydent USA nie mógł się dodzwonić do naszego premiera.

Mnie zaś zainteresowała godzina tej próby połączenia. Ujawniona nie została, ale wiadomo kiedy prezydent USA dzwonił do premiera Czech. Było to o godzinie 00.21 czasu środkowoeuropejskiego. Do naszego próbował się zapewne dodzwonić tuż przed, lub tuż po rozmowie z szefem rządu naszego południowego sąsiada. Przy założeniu, że rozmawiali około pół godziny, byłoby to między godziną 00.15 a 01.00. W środku nocy! Tyle, że nie za oceanem. W Waszyngtonie była wtedy 18.15 do 19.00. Takie późne popołudnie lub wczesny wieczór. Jak kto woli. W każdym razie, godziny prowadzenia normalnej, ludzkiej aktywności życiowej.
Decyzji o zarzuceniu takiego projektu jak tarcza antyrakietowa, nie podejmuje się pięć minut przed zakomunikowaniem jej partnerom. Prezydent USA mógł więc zadzwonić np. o 10.00 czasu waszyngtońskiego, co dawałoby 16.00 w Polsce i obu stronom gwarantowało pewien fizjologiczny komfort rozmowy. Znamienne, że tego nie zrobił. Tacy właśnie z nas sojusznicy.