20 września 2009

Godzina mówi wiele

Zaledwie 17 września 2009 r. Amerykanie oficjalnie ogłosili wycofanie się z projektu tzw. tarczy antyrakietowej, którego częścią miała być budowa wyrzutni rakiet przechwytujących na terytorium Polski.

Już twierdzi się, że to ukłon Stanów Zjednoczonych wobec Rosji, która równe 60 lat wcześniej napadła na Polskę. Wydawany przez Niemców szmatławiec „Fakt” dał nawet na pierwszej stronie tytuł następującej treści: „Zdrada! USA sprzedały nas Rosji i wbiły nam nóż w plecy”. Z drugiej strony, publikuje się sondaże, z których wynika, że większość z nas wcale amerykańskiej bazy u nas nie chciała. Dyskutuje się też nad faktycznym znaczeniem wojskowym tarczy rakietowej i podśmiewa z tego, że prezydent USA nie mógł się dodzwonić do naszego premiera.

Mnie zaś zainteresowała godzina tej próby połączenia. Ujawniona nie została, ale wiadomo kiedy prezydent USA dzwonił do premiera Czech. Było to o godzinie 00.21 czasu środkowoeuropejskiego. Do naszego próbował się zapewne dodzwonić tuż przed, lub tuż po rozmowie z szefem rządu naszego południowego sąsiada. Przy założeniu, że rozmawiali około pół godziny, byłoby to między godziną 00.15 a 01.00. W środku nocy! Tyle, że nie za oceanem. W Waszyngtonie była wtedy 18.15 do 19.00. Takie późne popołudnie lub wczesny wieczór. Jak kto woli. W każdym razie, godziny prowadzenia normalnej, ludzkiej aktywności życiowej.
Decyzji o zarzuceniu takiego projektu jak tarcza antyrakietowa, nie podejmuje się pięć minut przed zakomunikowaniem jej partnerom. Prezydent USA mógł więc zadzwonić np. o 10.00 czasu waszyngtońskiego, co dawałoby 16.00 w Polsce i obu stronom gwarantowało pewien fizjologiczny komfort rozmowy. Znamienne, że tego nie zrobił. Tacy właśnie z nas sojusznicy.