7 lutego 2010

Raczej krętacz niż dobroczyńca

Sporą popularność w mediach zyskał swego czasu legnicki piekarz Waldemar Gronowski. Fiskus nałożył na niego karę, której nie zdołał zapłacić, w wyniku czego zamknął piekarnię i został bezrobotnym. Na lewo i prawo przedstawiał się przy tej okazji jako ofiara bezduszności organów skarbowych. Miał być ukarany za to, że nie płacił podatku od pieczywa przekazywanego stołówce dla biednych, domom dziecka i szkolnym świetlicom.

Tyle, że pan Gronowski nie jest taki święty za jakiego chce uchodzić, a raczej cwaniaczkiem robiącym niekiepskie przewały w księgowości. Wskazuje na to dokumentacja jego sporu z fiskusem, zakończonego ledwie kilka dni temu prawomocnym wyrokiem NSA.

Legnicki piekarz po prostu nie ewidencjonował części sprzedaży i unikał tym samym podatku dochodowego i VAT. Urzędnicy skarbowi doszli do tego wniosku porównując ilość kupowanych przez piekarnię surowców do produkcji z ilością sprzedawanego pieczywa. Pan Gronowski kwestionował oczywiście opinię powołanego na tę okoliczność biegłego, ale naprawdę trudno uwierzyć w to, że w ciągu roku w piekarni rozsypało się lub zostało zmarnowane w wyniku awarii maszyn 19,5 tony mąki. Toż to skrajna niegospodarność! Ponad 50 kilogramów dziennie licząc z niedzielami i świętami. Jak zwykła, nieprzemysłowa, piekarnia była w stanie istnieć pozwalając sobie na takie marnotrawstwo?

Dziwnym trafem, kontrola skarbowa w cudowny sposób doprowadziła też do zwiększenia obrotów rejestrowanych na kasie fiskalnej. W całym 2003 r. (tego roku dotyczyła kontrola) zaewidencjonowano 9942 takie transakcje, co oznaczałoby, że piekarnia miała 33 klientów dziennie. Tymczasem, tylko w kwietniu 2005 r. (trwała już kontrola) operacji takich było 1646, co oznacza 63 klientów dziennie. Gdy w maju 2005 r. kontrolerzy fiskusa szczególnie uważnie zaczęli przyglądać się kasie nastąpiła zaś prawdziwa eksplozja sprzedaży. Piekarnia zarejestrowała 6338 transakcji, czyli 264 klientów dziennie. Średni utarg dzienny rejestrowany przez kasę osiągnął 631 zł 60 gr, podczas gdy jeszcze w styczniu wynosił zaledwie 90 zł 60 gr. Wzrósł więc prawie siedmiokrotnie! Patrząc na doświadczenia legniczanina, każdy uczciwy przedsiębiorca powinien więc błagać – i to na kolanach – urząd skarbowy o przeprowadzenie kontroli. Siedmiokrotny wzrost obrotów to przecież nie lada gratka. Tylko w maju 2005 r. firma pana Gronowskiego zaewidencjonowała przecież sprzedaż równą 64,2 proc. sprzedaży z całego roku 2003.

Na ten cudowny wzrost popytu na wypieki pan Gronowski miał oczywiście wytłumaczenie. Jego zdaniem, skokowy wzrost sprzedaży spowodowało wprowadzenie do oferty słodkich bułek i zamieszczenie nad sklepem reklamy.

Już WSA we Wrocławiu uznał takie tłumaczenie za nieprzekonujące. Z czym zresztą trudno się nie zgodzić.

„Sąd, uwzględniając w tym zakresie doświadczenie życiowe, podziela pogląd (…) że czynniki te nie miały wpływu lub tylko minimalny na sprzedaż w sklepie. Gdy chodzi o umieszczenie szyldu nad sklepem, który w tym miejscu funkcjonuje od wielu lat, to trudno przeceniać wpływ takiej reklamy na wzrost obrotów. (…) Podobnie, wprowadzenie do sprzedaży słodkich bułek, niezależnie od ich walorów smakowych, nie stanowi w obecnych czasach takiej atrakcji, aby efektem tego było 7 - krotne zwiększenie sprzedaży. Ponadto, sklep cały czas miał w ofercie różnego rodzaju słodkie bułki, o czym świadczy chociażby bardzo duża ilość zużywanej do wypieków (…) marmolady.”

Co do przekazywania pieczywa na cele charytatywne, to rzeczywiście część kary wynikała z nienaliczenia podatku od tych darowizn. Takie były bowiem przepisy w roku 2003, którego dotyczyła kontrola skarbowa (potem zostały zmienione). Warto jednak zauważyć, że była to część relatywnie niewielka. Zaledwie 6 proc. ogółu kary. Pozostałe 94 proc. wynikało z machlojek księgowych piekarza.

Zresztą i sama działalność społeczna nie wyglądała tak jak przedstawiał ją legniczanin. Na cele charytatywne przekazywał on to co nie sprzedało się w sklepach, do których dostarczał pieczywo. Ile tego było trudno było określić, bo pan Gronowski i jego hurtowi klienci nie ewidencjonowali zwrotów. Tylko jedna firma miała w tym zakresie kompletną dokumentację i właśnie przy jej wykorzystaniu fiskus ustalił szacunkowo średni wskaźnik wielkości zwrotów. Okazał się on zresztą zbieżny z ustnymi zeznaniami innych kontrahentów piekarni. Wskaźnik ten, odniesiony do ustalonej przez biegłego wielkości produkowanego pieczywa, pozwolił organom skarbowym i sądom na stwierdzenie, że przyjęta do opodatkowania wielkość darowanego chleba była niższa niż twierdził pan Gronowski.

Ten ostatni wskazał dziewięć instytucji, do których miał nieodpłatnie przekazywać pieczywo. Kolejne kilka pojawiło się w piśmie komitetu społecznego, który powstał w celu walki o zwolnienie piekarza z podatku od darowizn. Pracownicy fiskusa wystąpili do nich z prośbą o potwierdzenie otrzymania darowizn. Na 15 indagowanych organizacji, jedynie pięć potwierdziło dobroczynność pana Gronowskiego.