29 lipca 2010

Nieistniejący priorytet pocztowy

Kilka lat temu, Poczta Polska wprowadziła podział przesyłek na ekonomiczne i priorytetowe. Jego jedynym kryterium jest szybkość doręczenia, która dla przesyłek priorytetowych ma wynosić jeden dzień roboczy. Prawdopodobieństwo, że jakakolwiek przesyłka priorytetowa dojdzie do adresata w tym terminie jest jednak takie jak to, czy rzucając monetą otrzyma się orła czy reszkę. I to prawie dosłownie takie.

Z badań Urzędu Komunikacji Elektronicznej (kiedyś zwał się Urzędem Regulacji Telekomunikacji i Poczty i mimo zmiany nazwy kwestie pocztowe zostały w jego kompetencji) wynika, że zaledwie 56,2 proc. paczek priorytetowych nadanych między 20 kwietnia 2009 r. a 26 kwietnia 2010 r. dotarło do adresata po jednym dniu roboczym. Z podobnych analiz, prowadzonych miedzy majem a wrześniem 2008 r. oraz lipcem a listopadem 2007 r. wynika przy tym, że terminowość dostarczania paczek priorytetowych powoli, ale systematycznie się pogarsza. W latach 2007-2008 następnego dnia roboczego docierało do adresata jeszcze prawie 58 proc. takich przesyłek.

Jeszcze gorzej jest z listami. Z badań prowadzonych dla UKE przez cały 2009 r. wynika, że następnego dnia roboczego do adresata docierało wtedy 52,7 proc. listów priorytetowych. Rok wcześniej było to jeszcze 66,3 proc.

Najtańszy list priorytetowy jest droższy od najtańszego listu zwykłego o 40 gr. Niby niewiele, ale z drugiej strony o jedną czwartą więcej. Różnica w cenie najtańszych paczek wynosi 1 zł 50 gr, czyli niespełna 16 proc. Warto się więc zastanowić czy jest sens płacić więcej za coś czego prawdopodobieństwo przypomina wynik rzutu monetą.

19 lipca 2010

Czy Telekomunikacja Polska wie kiedy powstała?

Chyba nie. A przynajmniej na to wskazuje komunikat opublikowany na stronie TP, przy okazji wyboru jej oferty na trzyletnie świadczenie usług operatora rozległej sieci transmisji danych dla ZUS.

Zlecenie ma niebagatelną wartość 31,6 mln zł brutto. I jak chełpi się operator, jest przedłużeniem trwającej od ponad 20 lat współpracy TP i ZUS. Dosłownie zdanie to brzmi następująco:

„TP już od ponad 20 lat jest dostawcą usług teleinformatycznych dla ZUS.”

Problem tylko w tym, że choć wydaje się, że TP jest z nami od zawsze, to spółka ta powstała w grudniu 1991 r., a świadczenie usług rozpoczęła 1 stycznia 1992 r. Ma więc niecałe 19 lat, a tym samym nie może komukolwiek świadczyć usług przez lat ponad 20.

Bezpośrednio przed powstaniem TP usługi telekomunikacyjne i pocztowe świadczyło przedsiębiorstwo o wdzięcznej nazwie: Polska Poczta, Telegraf i Telefon. Podzielono je na Pocztę Polską i Telekomunikację Polską.

Niewielu zapewne też wie, że od francuskiego molocha, epatującego w nazwie polskością, starsza jest Netia. Spółka ta została zawiązana 13 lipca 1990 r. Wpis do Rejestru Handlowego uzyskała zaś 7 września 1990 r. Nie równało się to jeszcze rozpoczęciu świadczenia usług, ani nawet pojawieniu marki Netia - słowo to pojawiło się w nazwie operatora dopiero w 1997 r. – ale jako przedsiębiorstwo, Netia jest starsza od TP! Stała się bowiem Netią w wyniku prostej zmiany nazwy, a nie dzielenia lub łączenia innych przedsiębiorstw.

12 lipca 2010

Właściciele Merlina.pl znaleźli frajerów

W piątek gruchnęła wieść, że Narodowy Fundusz Inwestycyjny Empik Media & Fashion (dalej będę go zwał Empikiem, choć należą do niego również sklepy Smyk i trochę innych) przejmie Merlin.pl. Ma się to odbyć poprzez połączenie sklepu internetowego Empiku z Merlinem.pl, w zamian za co Empik otrzyma 60 proc. akcji spółki Merlin.pl. Jeszcze w tym roku dotychczasowi właściciele Merlina.pl mają otrzymać od Empiku 11,5 mln zł. Rok później mają dostać kolejne 17,2 mln zł. Do końca 2012 r. chcą zaś jeszcze skasować 86,4-101,4 mln zł – tym razem, albo ze sprzedaży pozostałych im akcji Merlina.pl na giełdzie, albo z kasy Empiku jeśliby do debiutu giełdowego nie doszło lub nie udało się z giełdy ściągnąć takich pieniędzy na jakie liczą.

Merlina.pl wyceniono łącznie na 115-130 mln zł. Bardzo, bardzo drogo, jak na firmę zarządzaną gorzej niż przeciętny sklepik osiedlowy. Bo mimo niewątpliwej popularności (kto nigdy tam nic nie kupił?) i aury sukcesu budowanej przez właścicieli, Merlin.pl to finansowy trup i jego właściciele nie byliby w stanie dokładać do interesu w nieskończoność. Ale od początku…

Merlin.pl to dziecko Zbigniewa Sykulskiego. Zwał się początkowo Merlin.com.pl, a oficjalnie wystartował w prima aprilis 1999 r. W rzeczywistości rozpoczął sprzedaż już w październiku 1998 r. Był wtedy typową księgarnią i należał do wydawnictwa Prószyński i S-ka.

Już podczas walnego zgromadzenia w 2003 r. zarząd wnioskował o uchwałę o dalszym istnieniu spółki. Formalnie dlatego, że skumulowana strata do końca 2002 r. sięgnęła 8,7 mln zł i przekroczyła połowę kapitału zakładowego. A naprawdę prawie się z nim zrównała — choć był podwyższany, wynosił 8,9 mln zł.

Ujemny wynik finansowy na początku działalności można zrozumieć. Firma budowała wizerunek, a internet nie był tak popularny jak dzisiaj. Akt założycielski Merlina.pl podpisano w listopadzie 1997 r., czyli dwa lata przed pojawieniem się Neostrady. Nawet duże firmy nie miały wtedy stron WWW czy adresów e-mail.

W 2002 r. Prószyński i S-ka sprzedała pion czasopism Agorze (m.in. "Gazeta Wyborcza", radio Tok FM, radio Złote Przeboje i firma reklamy zewnętrznej AMS). Miał tam trafić i Merlin.pl, ale strony transakcji nie dogadały się co do jego ceny. Mimo to e-biznes opuścił spółkę Prószyński i S-ka. Głównym udziałowcem Merlina.pl został jego pomysłodawca - Zbigniew Sykulski.

W 2004 r. pojawił się zysk. E-sklep zarobił na czysto 0,6 mln zł przy 31,4 mln zł przychodów. Ale w 2005 r., mimo wzrostu przychodów do 42 mln zł, zysk stopniał do zaledwie 0,1 mln zł. Mniej więcej wtedy Merlina.pl dokapitalizował Piotr Wilam, pierwszy szef portalu Onet. Sąd rejestrowy zakwestionował jednak pierwszy z proponowanych sposobów rozliczenia transakcji. Uznał, że ze względu na powtarzające się straty, kapitał przypadający na trzy czwarte udziałów pozostających w rękach dotychczasowych wspólników, w dużej mierze istniał tylko na papierze.

W 2006 r. spółka obniżyła kapitał zakładowy z 13 do 1,3 mln zł. Powód? Stworzenie rezerwy bilansowej na pokrycie strat. Tylko w 2006 r. wyniosły one 6,8 mln zł. Rok później wzrosły do 9,8 mln zł. W roku 2008 Merlin.pl pobił rekord - stracił 10,1 mln zł. W ubiegłym roku, z przychodami ze sprzedaży na poziomie 101 mln zł, Merlin.pl był na minusie prawie 0,7 mln zł.

Sprzedając za grubo ponad 100 mln zł spółkę, w której efemeryczny zysk był jedynie epizodem, akcjonariusze Merlina.pl zrobili więc doskonały interes. Nabywców można zaś nazwać frajerami. Tyle, że Empik to firma giełdowa, w której akcjonariacie pod koniec 2009 r. było przynajmniej 12 z 14 działających OFE. Sklep-bankruta mogła więc pośrednio kupić znaczna część Polaków. Czy tak się stało nie wiadomo, bo przy relatywnie małych pakietach akcji OFE nie muszą na bieżąco informować o zmianach swojego zaangażowania kapitałowego w poszczególne spółki. Pewne jest jednak, że cieszyć się nie mogą uczestnicy Aviva OFE, bo ma on aż 11,9 proc. akcji Empiku. Ponad 5 proc. akcji Empiku mają też firmy zarządzające funduszami inwestycyjnymi Arka i Pioneer.