6 lutego 2011

Merlin.pl nie jest taki internetowy jak się wydaje

UOKiK nie zgodził się na przejęcie Merlina.pl przez NFI Empik Media & Fashion (dalej będę pisał po prostu Empik) motywując to m.in. tym, że rynek sprzedaży książek i płyt z muzyką w Internecie i tradycyjnych sklepach to ciągle dwa odrębne rynki. W konsekwencji UOKiK uznał, że połączenie Merlina.pl z Empikiem, który wykorzystuje swoją stronę WWW do sprzedaży produktów analogicznych z ofertą Merlina.pl, doprowadziłoby do ograniczenia konkurencji. W handlu internetowym o przewadze konkurencyjnej ma bowiem głównie decydować rozpoznawalność marek, która w przypadku obu firm jest bardzo wysoka.

Trudno się z tym nie zgodzić. Do nieznanej księgarni mijanej po drodze można przecież wejść choćby z nudów. W Internecie dość istotnym elementem wyboru sklepu jest jego wiarygodność – to, że towar nie istnieje tylko w katalogu, że przesyłka zostanie wysłana w akceptowalnym czasie i że po opłaceniu zakupów towar w ogóle otrzymamy. To zaś powoduje, że jeśli ceny nie są radykalnie zawyżone, chętnie wracamy do już sprawdzonych e-sklepów.

Ich witryny traktujemy jednak często, jedynie jako łatwy do przeszukiwania, katalog oferowanych do sprzedaży produktów. Gdy gruchnęła wieść o planach przejęcia Merlina.pl przez Empik, na stronie korporacyjnej tego ostatniego (tej z opisem działalności firmy) pojawiła się prezentacja dotycząca planowanej fuzji. Obecnie już jej tam nie ma, ale jak się dobrze pogoogla to wciąż można ją obejrzeć. I cóż się z niej dowiemy? A no tego, że towary, które trafiają w ręce klientów w zaledwie pięciu warszawskich księgarniach, działających pod znanym z Internetu szyldem, stanowią aż 23 proc. całkowitej sprzedaży spółki Merlin.pl. Prawda, że zaskakujące?