13 maja 2011

Złodziej krzyczał: łap złodzieja

To powiedzonko niemal idealnie pasuje do działalności niejakiego Michała Śliwińskiego. "Gazeta Wyborcza" opisała jak będąc dziennikarzem gazety „Parkiet”, między czerwcem 2008 r. a czerwcem 2009 r., napisał on ponad 30 artykułów o spółkach giełdowych, zadziwiająco skorelowanych z operacjami na dwóch rachunkach maklerskich. Przed artykułem właściciele tych rachunków kupowali akcje. Następnie pojawiała się publikacja mówiąca, że sytuacja w danej firmie ulegnie znaczącej poprawie. Wtedy akcje sprzedawali, ponadprzeciętnie pomnażając zainwestowany kapitał.

„Gazeta Wyborcza” pisze:

"Informacje podawane przez Śliwińskiego na ogół były prawdziwe, chociaż zdarzało się, że kilka dni później je dementowano."

Jednak w „Pulsie Biznesu” już w lipcu 2009 r. pojawiła się wzmianka o tym, że niektóre artykuły pana Śliwińskiego zawierają tezy mocno wpływające na ceny akcji, ale kompletnie wyssane z palca.

Smaczku sprawie dodaje jednak to, że zanim zaczęła się opisywana passa artykułów pana Śliwińskiego, ten dziennikarz sam opisywał sytuacje wskazujące na nieuczciwe manipulowanie kursami akcji spółek giełdowych. Co więcej, niektóre jego artykuły odnosiły się wprost, do pojawiania się pewnych informacji tylko po to, by wpłynęły one na ceny akcji. Wystarczy pogooglać by znaleźć ślady tych publikacji.

Ja wskażę tylko jedną, ale za to z okresu po zakończeniu serii artykułów, którymi obecnie zajmuje się prokuratura. W połowie lipca 2009 r. na łamach „Parkietu” pojawił się artykuł o okolicznościach kupna akcji Chemoservisu przez spółkę Urlopy.pl, kontrolowaną przez związaną z Mariuszem Patrowiczem firmę Investment Friends.

Pan Śliwiński dość bezpośrednio sugerował w swoim tekście, że transakcja była manipulacją:

"Urlopy.pl – spółka notowana na NewConnect – mają teraz akcje, które stanowią 0,7 proc. kapitału Chemoservisu. Poinformowały o transakcji, ponieważ jej wartość była większa niż 10 proc. ich kapitałów własnych. Wielu inwestorów zadawało wczoraj pytanie, czy wielkość transakcji nie była tak dobrana, by Urlopy.pl musiały się ujawnić jako akcjonariusz. Nazwisko Patrowicza, które musiało przy tej okazji paść, działa jak magnes na spekulantów i drobnych inwestorów i powoduje zwykle wzrost kursu."

A zdanie podobne do ostatniego, mógł już przecież wtedy napisać o sobie.

7 maja 2011

Mieliśmy w Polsce pokaźne przejęcie w branży motoryzacyjnej

Za 242,7 mln USD Abris Capital Partners (do spółki z Mezzanine Management i Queensland Investment Corporation) przejęło Futura Leasing. Transakcja miała miejsce na początku 2010 r. i przeszła raczej bez echa. Nazwy obu firm nie są szerzej znane i to jest pewnie tego powodem. Była to jednak jedna z większych transakcji kapitałowych jak miały miejsce na rynku motoryzacyjnym w 2010 r. Jak duża? Pod względem wartości 17. na 521 takich transakcji odnotowanych w zeszłym roku.

Z analizy PricewaterhouseCoopers, wynika nawet, że po odrzuceniu transakcji, które dotyczyły producentów samochodów i podzespołów do nich, było to nawet siódme co do wielkości przejęcie w branży motoryzacyjnej. A gdyby precyzyjnie trzymać się definicji fuzji i przejęcia polska transakcja nabrałaby jeszcze większego znaczenia. W zestawieniu nie byłoby zmian kapitałowych związanych z sojuszem Daimlera z Renault i Nissan Motor, które choć znaczące wartościowo dotyczyły symbolicznych pakietów akcji tych firm.

Za parę lat czeka nas pewnie jeszcze droższe przejęcie niedawnego nabytku Abrisu. On i jego wspólnicy to fundusze private equity, a takie kupują firmy tylko po to by za kilka lat sprzedać je drożej.

Czym zajmuje się Futura? Głównie wynajmem długoterminowym i zarządzaniem flotą samochodową w dużych firmach. Oferuje nie tylko finansowanie, ale i obsługę serwisową używanych tam aut. Posługuje się przy tym marką Masterlease. Wcześniej była to przybudówka General Motors, ale po tym jak koncern de facto zbankrutował została wystawiona na sprzedaż i w konsekwencji trafiła w ręce Abrisu.

1 maja 2011

Poczta szybciej dostarcza paczki niż listy

W lecie 2010 r. pisałem o tym, że prawdopodobieństwo dostarczenia przez Pocztę Polską przesyłki priorytetowej w zakładanym dla takich przesyłek terminie z roku na rok spada. A tu niespodzianka. W 2010 r. wyraźnie wzrosła punktualność dostaw paczek priorytetowych.

Z analiz Urzędu Komunikacji Elektronicznej wynika, że w 2010 r. 63,5 proc. paczek priorytetowych docierało do adresata dzień po ich nadaniu. To wynik o 9 punktów procentowych lepszy niż w 2009 r.

Odsetek doręczanych terminie listów priorytetowych też się zwiększył. Ale tylko symbolicznie. Jest też dużo mniejszy od paczek. W 2010 r. następnego dnia po nadaniu do adresata docierało 53,4 proc. listów priorytetowych.

Podobne wyniki UKE zaobserwował wśród przesyłek ekonomicznych, czyli takich, które do adresata powinny dotrzeć trzy dni po nadaniu. W 2010 r. warunek ten spełniało 94,3 zwykłych paczek i zalewie 67,7 listów.

Ciekawe jaki wpływ na te wyniki ma istnienie wielu firm kurierskich konkurujących z Pocztą Polską w segmencie paczek i zaledwie jednej firmy, która naciągając prawo dorzucaniem blaszek, próbuje przełamać ustawowy monopol z jakiego Poczta Polska wciąż korzysta w obrocie listami?