26 czerwca 2011

Big Blue ma 100 lat

Dziesięć dni temu minęło 100 lat od założenia IBM. Ściślej rzecz biorąc, IBM obchodził swoje 100-lecie. Bo z początkami koncernu jest trochę jak ze źródłami Amazonki. Można je widzieć w kilku miejscach. Niemniej rocznica przeszła raczej niezauważona, a warto przypomnieć historię firmy, która odcisnęła znaczące piętno na światowej gospodarce, a tym samym życiu codziennym każdego z nas.

Zacznijmy od tego dlaczego IBM świętował. Otóż 16 czerwca 1911 r. powstała Computing-Tabulating-Recording (CTR) z siedzibą w Nowym Jorku, czyli firma, która w 1924 r. przemianowała się International Business Machines, co w skrócie daje właśnie IBM. Tyle, że nazwą IBM kanadyjski oddział spółki posługiwał się już od 1917 r., a w momencie powstania CTR zatrudniała około 1300 osób, co z kolei świadczy o tym, że nie wzięła się z niczego. Przedsiębiorstwo powstało z połączenia trzech innych: International Time Recording, Computing Scale oraz Tabulating Machine. W owym czasie wszystkie zajmowały się produkcją urządzeń do rejestracji czasu pracy i maszyn liczących opartych na kartach perforowanych.

Najstarszą z trzech spółek była Computing Scale z Dayton w stanie Ohio, która produkowała początkowo krajalnice do mięsa, tasaki rzeźnicze, młynki do kawy i wagi sklepowe. International Time Recording to powstały w 1900 r. dystrybutor systemów rejestracji czasu pracy innych firm. Produkująca maszyny liczące Tabulating Machine z New Jersey była najmłodsza. Powstała zaledwie sześć lat przed wcieleniem do CTR. Jej właściciele kontrolowali jednak patenty założonej w 1896 r. w Waszyngtonie Herman Hollerith's Tabulating Machine, która była pierwszym na świecie producentem elektrycznych maszyn liczących. Herman Hollerith prace nad automatyzacją różnego rodzaju obliczeń i - jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli - przetwarzaniem danych, prowadził od lat. Pierwsze patenty otrzymał w 1889 r., a praktycznego testu swoich wynalazków dokonał już w 1886 r. w departamencie zdrowia miasta Baltimore w stanie Maryland. Rok przed tym wydarzeniem swój wynalazek opatentował Julius Pitrap. Prawa do jego patentów nabyła w 1891 r. Computing Scale. Podobnie było z pochodzącymi z końcówki lat 80. XIX w. pomysłami Alexandra Deya i Willarda Bundego. Tyle, że założona w 1893 r. Dey Patents (potem używała nazwy Dey Time Register) i powstała w 1889 r. Bundy Manufacturing trafiły pod skrzydła International Time Recording. A wyliczone powyżej przejęcia to i tak tylko najważniejsze akwizycje protoplastów CTR.

Jako, że rewolucja przemysłowa była w toku CTR na swoich technologiach nieźle zarabiała. W 1918 r. firma wypracowała 1 mln dolarów zysku netto przy 9 mln dolarów przychodów. Zatrudniała wtedy 3127 pracowników i miała oddziały m.in. w Brazylii, Francji i Niemczech. W Polsce pierwsze biuro IBM otwarto w 1935 r. Ale już w 1923 r. maszyna licząca CTR trafiła do Warszawskiej Spółki Akcyjnej Budowy Parowozów, czyli komunistycznego Waryńskiego.

W 1920 r. CTR wprowadziła na rynek protoplastę dzisiejszej drukarki. Był to moduł do maszyn liczących. Przed jego wprowadzeniem, maszyna owszem liczyła, ale w celu archiwizacji, wynik obliczeń człowiek musiał ręcznie zapisać. W 1941 r. roku IBM pokazał elektryczną maszynę do pisania z tzw. proporcjonalnym odstępem, a więc przypisującą zróżnicowane a nie jednej wielkości odstępy, do różnej wielkości znaków. Działu maszyn do pisania i drukarek IBM pozbył się w 1991 r. Tak powstała firma Lexmark.

W 1920 r. jeden z banków w Detroit zaczął używać wyprodukowanego przez CTR urządzenia do automatycznego liczenia pieniędzy. Wartość pliku banknotów podawało ono w oparciu o ich wagę. Na obrocie gotówką firma odcisnęła swe piętno jeszcze w 1969 r. Inżynier Forrest Parry połączył pasek magnetyczny z kawałkiem plastiku, co stało się podstawą kart płatniczych. Aczkolwiek trzeba przyznać, że wraz z pojawieniem się kart mikroprocesorowych era paska magnetycznego dobiega końca. Samo połączenie paska magnetycznego z kawałkiem plastiku miało być początkowo kartą identyfikacyjną dla… CIA.

W 1930 r. firma opatentowała system sygnalizacji ruchu ulicznego, czyli świateł na skrzyżowaniach. Projekty tego typu rozwija do dziś. W 2007 r. uruchomiła w Singapurze pilotażowy system mający z 90-procentową dokładnością przewidywać ruch na drogach w przeciągu najbliższej godziny i dostosowywać do niego cykl zmiany świateł. Bazuje na zamontowanych w taksówkach sygnalizatorach przekazujących do centrali dane szybkości poruszania, ale uwzględnia też prognozy pogody.

W 1937 r. zatrudnienie w firmie przekroczyło 10 tys. osób. Przychody wyniosły 31 mln dolarów, a zysk netto 8 mln dolarów. W 1941 r. przychody wyniosły już 60 mln dolarów, a zysk doszedł do 10 mln. Trzonem biznesu były ciągle systemy przetwarzania informacji oparte na kartach perforowanych.

W latach 50. i 60. XX wieku IBM zaczął tworzyć fundamenty współczesnej informatyki. Wraz z wejściem w ten obszar działalności do firmy zaczął przylegać przydomek Big Blue. W 1956 r. koncern zaprezentował komputery RAMAC, pierwsze wykorzystujące do przechowywania danych magnetyczne dyski twarde. Na 50 dyskach o średnicy dwóch stóp (to chyba około 60 cm, ale nie jestem pewien) mieściło się… pięć megabajtów danych. Trzy lata później pojawił się komputer 1401, czyli pierwsza maszyna klasy mainframe. Dziś utożsamia się je z superkomputerami, ale był to także pierwszy komputer uniwersalny, zbudowany nie do konkretnego, znanego wcześniej zastosowania, i pierwszy który sprzedał się w liczbie ponad 10 tys. sztuk. W 1966 r., pracujący dla IBM, Robert Dennard wynalazł Dynamic Random Access Memory (DRAM), czyli coś co nazywamy pamięcią RAM lub operacyjną. W 1970 r., pracujący dla Big Blue, Brytyjczyk Edgar Codd opracował model relacyjnej bazy danych. Na jego komercyjne wdrożenie trzeba było poczekać do lat 80., ale dziś nie ma innych baz danych niż relacyjne. Reliktem minionej epoki jest za to dyskietka komputerowa. Ją również wymyślono w IBM. Było to w roku 1971.

Nieco wcześniej, w 1969 r. koncern zatrudniał już 258 662 pracowników. Każdy pracował na więcej niż dwóch właścicieli firmy. IBM miał wtedy 549 463 akcjonariuszy. Przychody wynosiły 7,2 mld dolarów, a zysk 934 mln.

W 1974 r. firma opracowała system kodów kreskowych. Czym jest chyba każdy wie. Kasy sklepowe z tym wynalazkiem spółka zaczęła sprzedawać w 1979 r.

Epokową konstrukcją okazał się komputer pokazany w 1981 r. i kosztujący 1565 dolarów. Jego angielski akronim to PC (od Personal Computer), czyli swojski pecet. W maszynie, której oficjalna nazwa brzmiała IBM PC 5150 zastosowano procesor Intela i system operacyjny DOS Microsoftu. Jako, że IBM nie zastrzegł konstrukcji, bardzo szybko zaczęła być ona klonowana przez innych producentów, wykorzystujących zarówno intelowskie procesory jak i systemy operacyjne Microsoftu. Nastała era PC, choć pierwszym komputerem do domu był Apple II. Producent nie pozwolił jednak na kopiowanie swojej konstrukcji przez co komputery Apple stały się rozwiązaniami niszowymi. Zaostrzająca się konkurencja na rynku doprowadziła zaś IBM do sprzedaży swojego działu pecetów chińskiemu Lenovo. Nastąpiło to w 2005 r. Jednak do dziś, w oparciu o intelowskie procesory z rodziny x86 IBM produkuje małe serwery.

W 1996 r. koncern zaprezentował światu komputer o nazwie Deep Blue. Maszyn miała tylko jedno zadanie: pokonać w grze w szachy aktualnego mistrza świata. Garri Kasparow wygrał jednak z komputerem. Rok później, ulepszona wersja Deep Blue pokonała człowieka.

I choć wydaje się to nieprawdopodobne, jubileuszu stulecia koncernu doczekał pracownik IBM, który przyszedł na świat przed powstaniem CTR. To Luis Lamassonne, urodzony w 1910 r. w Argentynie. Do IBM trafił w 1933 r. i pracował tam 38 lat. W 2000 r. opublikował książkę „My life with IBM”.

5 czerwca 2011

Promocja zwalająca z nóg

W internetowych sklepach z elektroniką zaobserwowałem ostatnio specyficzny rodzaj promocji. Stara cena jest widoczna jako przekreślona, a pod nią pokazywana jest nowa, niższa. Ta druga często jest wybita czerwoną czcionką. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że przy cenie produktu na poziomie 2-3 tys. zł obniżki wynoszą kilkadziesiąt do 100 zł. Nie mają więc większego znaczenia, ani w liczbach bezwzględnych, ani proporcjonalnie do ceny sprzętu. W tym ostatnim ujęciu stanowią bowiem co najwyżej 5 proc. ceny wyjściowej.

Wszystkie takie upusty przebił jednak Hewlett-Packard. W polskim sklepie internetowym oferuje netbooka Pavilion dm1-3110ew w promocyjnej cenie 1798 zł 26 gr. Poprzednia cena była wyższa o …74 grosze! Obniżka wyniosła więc około czterech setnych procenta. Nic tylko kupować. Najlepiej od razu dwa. Taka okazja przecież się nie powtórzy.


Przypadek HP doskonale koresponduje z dziwnymi zasadami handlu w supermarketach Carrefour, o których pisałem jeszcze w 2009 r.