28 sierpnia 2011

Każdy kontynent swój sklep internetowy ma

Tytuł tego wpisu nie jest w pełni precyzyjny, ale gdy zerknąłem na badania firmy comScore dotyczące popularności witryn zajmujących się handlem internetowym, nieodparcie nasunęło mi się takie skojarzenie. W czerwcu 2011 r. najpopularniejszymi witrynami e-handlu były te należące do Amazon.com i eBay. Znacznie za nimi plasowały się Alibaba.com i Apple. Cała reszta stanowiła zaś w tło dla tej czwórki. Przynajmniej jeśli chodzi o liczbę użytkowników. Warto jednak podkreślić, że comScore brało pod uwagę nie tylko flagowe witryny badanych firm, ale wszystkie do nich należące czyli w przypadku Alibaba.com np. Taobao.

Dużo ciekawsza jest jednak geograficzna analiza ruchu. Okazuje się, że jedynie witryny Amazon.com i Apple mają gości mocno zdywersyfikowanych geograficznie, choć i w ich przypadku wizyty z Ameryki Łacińskiej czy też Bliskiego Wschodu i Afryki są raczej mało istotne. W przypadku witryn Hewletta-Packarda i eBay, żaden region nie generuje więcej niż połowy odwiedzin ale koncentracja geograficzna jest już wyraźnie widoczna. Ponad 45 proc. odwiedzających sklep HP pochodzi z Ameryki Północnej. Z kolei prawie 47 proc. wizyt na stronach eBaya generują Europejczycy. Z Ameryki Północnej pochodzi obecnie niespełna 35 proc. ruchu na stronach powstałej w USA firmy. Jaki jest zatem najbardziej amerykański sklep internetowy? Otóż Wal-Mart. Niespełna 17 proc. ruchu w tej witrynie pochodzi spoza Ameryki Północnej.

Najbardziej skoncentrowane na swoim regionie jest za to argentyńskie MercadoLibre. Spoza Ameryki Łacińskiej ma niespełna 7 proc. użytkowników. Z kolei powstała w chińskim Hangzhou Alibaba.com koncentruje się na Azji i Pacyfiku. Spoza tego regionu ma nieco ponad 14 proc. użytkowników. Basen Pacyfiku jest też głównym rynkiem dla japońskiego Rakutena.

A co z Europą? W pierwszej dziesiątce właścicieli najpopularniejszych witryn e-commerce sklasyfikowane zostały dwie firmy o europejskim rodowodzie. Zajęły zresztą dwa ostatnie miejsca pod względem popularności stron ogółem. Dziewiąta była grupa Otto. Niemiecki dom wysyłkowy jest skoncentrowany na rynku europejskim niemal tak samo jak MercadoLibre na Ameryce Łacińskiej. Spoza Starego Kontynentu ma niespełna 8 proc. użytkowników. Zamykająca stawkę francuska spółka PPR, z również bazuje na ruchu z Europy, ale z innych części świata ma co czwartego użytkownika swoich sklepów internetowych. A sklepy to zdecydowanie droższe od całej reszty. Do PPR należą takie marki jak Gucci, Yves Saint Laurent czy Balenciaga.


16 sierpnia 2011

Google chce kupić Motorolę? Raczej jej zdegenerowany kawałek

Wczoraj Google ogłosiło, że dogadało się z Motorola Mobility Holdings (MMH) i przejmie tę firmę za 12,5 mld dolarów. Twierdzenie, że przejmie Motorolę jest jednak mocno na wyrost. Firma interesująca Google istnieje zaledwie od 4 stycznia 2011 r. Tak samo jak Motorola Solutions (MS). O ile jednak MS miała w pierwszym półroczu 2011 r. 3,9 mld dolarów przychodów i 846 mln zysku netto, o tyle MMH – 6,4 mld przychodów i 137 mln straty. A taka strata to i tak dobry wynik jak na to co w ostatnich latach pokazywała część dawnej Motoroli, z której powstała MMH.

MS to m.in. producent systemów łączności dla służb mundurowych o nazwie Tetra, radiotelefonów i czytników kodów kreskowych.

Do MMH trafiła produkcja modemów szerokopasmowych, dekoderów telewizyjnych i telefonów komórkowych. W pierwszej połowie 2011 r. urządzenia stacjonarne odpowiadały za 28 proc. przychodów spółki. Ale tak jak w latach ubiegłych przynosiły zysk. Kulą u nogi MMH, jak i starej, zjednoczonej Motoroli, są telefony komórkowe.

Sprzedaż kieszonkowych telefonów Motoroli rosła do 2006 r., kiedy to sięgnęła 217,4 mln sztuk, co odpowiadało 22 proc. ogółu światowej sprzedaży. Słuchawki generowały dwie trzecie z 42,9 mld dolarów przychodów firmy i podobną część z 3,7 mld dolarów jej zysku.

Rok później rozpoczął się triumfalny marsz iPhone’a i problemy Motoroli. Ale utożsamianie kłopotów Motoroli z pojawieniem się iPhone’a to nieporozumienie. W całym 2007 r. Apple sprzedało ledwie 1,4 mln sztuk swojego gadżetu. W porównaniu do roku 2006, sprzedaż telefonów Motoroli skurczyła się zaś prawie o 60 mln. Pojawiły się straty na poziomie operacyjnym i netto. Odpowiadał za nie głównie biznes komórkowy. Wystarczy wspomnieć, że strata operacyjna tego działu wyniosła 1,2 mld dolarów, podczas gdy całej firmy była o połowę mniejsza.

W 2008 r. Motoroli ledwo udało się uplasować na rynku 100 mln telefonów. Strata operacyjna na tej działalności sięgnęła 2,4 mld dolarów. Rok później wróciła do poziomu z 2007 r., ale spółka sprzedała tylko 55,1 mln słuchawek. W 2010 r. strata była już symboliczna, ale nabywców znalazło ledwie 37,3 mln aparatów z literą M. W pierwszym półroczu 2011 r. dział urządzeń mobilnych spółki MMH był operacyjnie do tyłu 174 mln dolarów. Produkował już nie tylko na telefony. Dołączyły do nich tablety. Pierwszych sprzedało się 19,6 mln, a drugich – niespełna 700 tys.

Wraz ze spadkiem sprzedaży telefonów kurczyła się Motorola. Już w 2008 r. z części będącej obiektem zainteresowania Google zwolniono 4100 osób. Rok później – aż 7600. W 2010 na bruk trafiło 1500 ludzi. U zarania działalności spółka MMH miała 19 tys. pracowników. Do dziś pozbyła się kolejnych 600.

Problemy finansowe sprawiły, że komórkowy biznes Motoroli ograniczył się właściwie do USA. Tam MMH realizuje 65 proc. sprzedaży, przy czym aż 28 proc. przychodów firmy generowane jest przez operatora telekomunikacyjnego Verizon Communications. Produkcja odbywa się poza USA – w Chinach, na Tajwanie i w Brazylii. W tym ostatnim kraju MMH zatrudnia ponad 2000 ludzi i ma niemały kłopot podatkowy. Władze żądają od niej ponad 500 mln dolarów.

Dla Google to niezbyt dużo. Jakaś jedna piąta kwartalnego zysku netto. Ale po co Google taki trup jak MMH? Raczej nie po to by produkować telefony lub dekodery telewizyjne. Google interesuje zapewne 15,2 tys. patentów działu urządzeń mobilnych MMH i kolejne 6200 złożonych wniosków. Przydadzą się w sporach dotyczących systemu operacyjnego Android w jakie wikła się Google. Ale o tym zapewne wielu napisze. Więc ja poprzestanę na pokazaniu jakiego trupa chce kupić Google. I to bardzo chce. Proponowana cena jest o 63 proc. wyższa od wyceny giełdowej MMH z piątku.

6 sierpnia 2011

Niewygodny sponsor

Dziś zakończył się 68. Tour de Pologne, nasz najważniejszy wyścig kolarski i obok konkursu skoków narciarskich w Zakopanem, jedna z dwóch regularnie organizowanych w Polsce imprez, będących zarazem częścią jakiegoś pierwszoligowego w skali świata cyklu w popularnej dyscyplinie sportowej. TVP transmitowała wyścig, nadawała jego kronikę, historię i upchnęła go nawet do telewizji śniadaniowej. Tyle, że drużyny kolarskie noszą nazwy swoich sponsorów. W przypadku jednej z nich stało się to dla TVP problemem.

Jedynym polskim zespołem klubowym dopuszczonym do startu – zresztą wyłącznie dzięki temu, że organizator mógł mu przyznać tzw. dziką kartę – była drużyna CCC Polsat Polkowice. Pod taką nazwą jest zarejestrowana w Międzynarodowej Unii Kolarskiej. Ale drugi ze sponsorów zespołu był dla państwowej telewizji trudny do zaakceptowania.

Duże logo Polsatu na koszulkach kolarzy jest tak umieszczone, że w trakcie jazdy staje się niewidoczne. Z nazwą zespołu TVP miała jednak problem. Podgrzewając atmosferę przed wyścigiem, stworzyła materiał o tym, że wystąpi w nim polska grupa zawodowa. Nazwano ją w tym filmiku CCC Polkowice i ta wersja dominowała w przekazie TVP do końca wyścigu. Choć trzeba przyznać, że wypowiadających się materiale dyrektora sportowego i kilku kolarzy grupy podpisano jeszcze poprawnie, czyli CCC Polsat Polkowice. Później TVP albo w ogóle eliminowała wzmiankę o konkurencyjnej stacji w nazwie drużyny albo przesuwała ją na koniec nazwy tak, że w wyścigu nie startował CCC Polsat Polkowice tylko CCC Polkowice Polsat. Oczywiście tylko w podpisach. Komentatorom słowo „Polsat” nie przechodziło przez gardło. Nawet jeśli kolarz z tej drużyny uciekał i siłą rzeczy musieli o nim mówić.

Skracanie nazw zespołów do pierwszego z tytularnych sporów to nic nadzwyczajnego. Praktykuje się to powszechnie. Jednak w TVP nie był to wcale standard. W relacji z finiszowych metrów pierwszego etapu pełna nazwa drużyny Skil Shimano padła pięciokrotnie w ciągu zaledwie półtorej minuty. No ale producenci elektronarzędzi i osprzętu rowerowego to przecież nie to samo co konkurencyjna telewizja. Choć i konkurujący nadawcy mogą zachowywać się inaczej niż TVP. Mimo, że Polsat ma trzy kanały sportowe, komentatorom Eurosportu jakoś przechodziła przez gardło nazwa konkurencji gdy mówili o polskiej drużynie. Z napisami na ekranie było niestety jak w TVP, ale tylko dlatego, że to ta ostatnia realizowała transmisję.