24 października 2011

Inwestowanie ociera się o absurd

Trwa właśnie kampania reklamowa Skarbiec TFI, w której pewien jegomość zachęca do kupowania jednostek funduszy inwestycyjnych, obiecując w zamian Audi A4 Coupe. By je dostać trzeba wpłacić 5 mln zł i trzymać je w funduszach minimum cztery lata. Warunek trochę abstrakcyjny, ale są też łatwiej dostępne nagrody. By dostać iPada z 16 GB pamięci i Wi-Fi wystarczy na trzy lata powierzyć Skarbiec TFI 50 tys. zł.



Podobnych ofert jest ostatnio coraz więcej. W publikowanych właśnie w prasie finansowej reklamach, odzieżowy Bytom zachęca do nabywania swoich akcji, kusząc potencjalnych współwłaścicieli firmy 30 proc. zniżką na garnitury. By skorzystać z opustu wystarczy choćby jedna akcja. Jej kupno trzeba zgłosić w spółce do końca maja 2012 r.

W emisji przeciągającej się aż do lipca, zachęcając do kupna akcji nowej emisji, laptopy w prezencie oferowała do 21 października spółkaInwazjaPC, prowadząca sieć sklepów z elektroniką. Trzeba tylko było zainwestować w nią co najmniej 60 tys. zł. Każdemu kto złożył zapis o wartości minimum 10 tys. zł oferowano bon zakupowy wartości 4 proc. kupionych akcji. Jeśli ktoś wyłożył na akcje ponad 50 tys. zł, to bon miał wartość 4 proc. różnicy między kwotą inwestycji a tymi 50 tys. Jeśli więc ktoś kupił akcje za 120 tys. zł to oferowano mu nie tylko laptopa, ale i 2400 zł w bonie.

W końcu września 2011 r. spółka Mex Polska, prowadząca restauracje i kluby muzyczne, zachęcała do nabywania swoich akcji 20 lub 30 proc. rabatami we wszystkich lokalach. Rabaty były dostępne dla nabywców minimum 500 akcji (20 proc. zniżki) lub 1001 akcji (30 proc.), którzy nie sprzedadzą ich przez rok. Progi nie były wysokie bo akcje rozprowadzano po 10 zł. Rabaty miały obowiązywać do końca 2013 r.

Nawet skarb państwa sprzedający w 2010 r. akcje tak dużej spółki jak Tauron Polska Energia, proponował przy okazji rabat na prąd dlainwestorów indywidualnych, którzy nie sprzedadzą akcji przez rok. Rabat tym większy im więcej akcji ktoś kupił. Ze zniżek na poziomie 5-15 proc. można korzystać od lipca 2011 do czerwca 2012 r.

To co w tych „promocjach” najciekawsze to nie nagrody lub zniżki, ale kompletne zaprzeczenie istocie inwestowania. Zachęcają przecież do nabywania jednostek funduszy lub akcji nie po to by po jakimś czasie na nich zarobić, tylko po to by dostać coś zupełnie innego. Wygląda więc na to, że TFI i spółki same nie wierzą, że są w stanie przysporzyć zysków inwestorom i przyznają, tym samym, że kto w nie zainwestuje jest frajerem. Jak bowiem nazwać tych, którzy inwestują w podmioty, które same nie wierzą w swoją zyskowność?