1 maja 2014

Nie wóz, ale firmę Drzymały zabierają Niemcy

Chichot historii i kapitalistyczne realia. Pradziad był symbolem walki z germanizacją. Prawnuk stworzył potężną firmę. Gdy przyszły chudsze lata pozwolił kontrolę nad nią przejąć Niemcom. Ci szykują teraz transakcję, po której udział Polaków zostanie prawdopodobnie zupełnie zmarginalizowany.

Tak mają się losy dwóch panów Drzymałów – a konkretnie Michała i Zbigniewa.

Ten drugi wczoraj ustąpił ze stanowiska prezesa giełdowej spółki Inter Groclin Auto, produkującej siedzenia samochodowe.

Pierwszy był polskim furmanem, który na początku XX wieku kupił do Niemca ziemię w ówczesnym zaborze pruskim, a obecnie w powiecie grodziskim wielkopolskim. Zaborczym władzom było to nie w smak w związku z czym odmawiały panu Michałowi pozwolenia na budowę domu. Ten przeszedł do historii zamieszkując w wozie cyrkowym, który codziennie przesuwał po swojej parceli o niewielki kawałek, co pozwalało mu argumentować, że jest to pojazd i jako taki nie podlega przepisom prawa budowlanego.

Były już prezes Groclinu to prawnuk pana Michała. Z zawodu budowlaniec, ale w 1977 r. zmienił fach w konsekwencji problemów ze sprzedażą posiadanego ówcześnie samochodu. Była to dacia, czyli renault 12 produkowane na licencji w komunistycznej Rumunii. Tak to opisywał w „Super Expressie":

„Śmieję się, że tapicerkę mam we krwi, bo jako trzylatek niechcący przyszyłem sobie palec na maszynie w zakładzie tapicerskim ojca. Ale tak naprawdę wszystko zaczęło się od starej dacii, w której miałem francuski zagłówek. Usiłowałem ją sprzedać, ale nie było chętnych. Za to wszyscy chcieli kupić ten zagłówek. I to mi podsunęło pomysł, żeby je produkować.”

Po zagłówkach przyszła kolej na pokrowce na siedzenia i całe fotele samochodowe. Komunizm upadł. W 1998 r. stworzona przez pana Zbigniewa spółka Inter Groclin Auto zadebiutowała na warszawskiej giełdzie. Cały czas poszerzała też grono odbiorców. Produkowane przez nią siedzenia były fabrycznie montowane w samochodach przeróżnych marek. Również tych droższych, jak Volvo, Mercedes czy Porsche.

Wraz z rozwojem biznesu rosło znaczenie drużyny piłkarskiej z Grodziska Wielkopolskiego. Przełomowy był rok 1993. Wtedy to pan Zbigniew, jako prezes rady sponsorów, doprowadził do połączenia grodziskiej Dyskobolii z Orkanem Ptaszkowo, grającym w wyższej lidze. W sezonie 1997/1998 połączony klub wywalczył awans do pierwszej ligi. Za pieniądze Groclinu powstał nowoczesny stadion, a w 2000 r. klub przekształcił się w spółkę akcyjną. Pod nazwą Groclin Dyskobolia dwukrotnie zdobył wicemistrzostwo Polski i również dwukrotnie Puchar Polski. W europejskich pucharach drużyna z niespełna 20 tysięcznej gminy w Wielkopolsce wyeliminowała kluby z prawie pół milionowego Manchesteru i ponad trzymilionowego Berlina.

Przyszedł jednak kryzys. Samochód nie jest dobrem pierwszej potrzeby. Ludzie aut nie kupowali, koncerny motoryzacyjne nie zamawiały w Groclinie foteli. Cena akcji pikowała. Ponad 100 zł jakie kosztowały w 2005 r. stało się kompletną abstrakcją. Nawet 44-60 zł z lat 2006-2007 były marzeniem. Na początku 2009 r. cena akcji spadła poniżej 3 zł. Nie ma się jednak co dziwić. W 2004 r. firma miała 508,8 mln zł sprzedaży i 43,4 mln zł zysku netto. W 2008 r. – 29,4 mln zł straty, przy sprzedaży mniejszej o jedną trzecią.

„Kryzys przyszedł w momencie szczególnym, bo byliśmy w trakcie wielkich inwestycji. Przenosiliśmy znaczną część produkcji do nowych fabryk na Ukrainie. Mieliśmy spory portfel kredytów inwestycyjnych, a banki nagle je wypowiedziały. Dostaliśmy ultimatum - albo spłacimy szybko większość pożyczek, albo wypowiedzą nam kredyty obrotowe. Udało się jednak dojść do porozumienia, choć prawie dwa lata banki dyktowały nam ciężkie warunki współpracy.”

Skończyło się szastanie pieniędzmi na piłkę nożną. Sportowa spółka została sprzedana – na jej bazie do najwyższej klasy rozgrywkowej wróciła warszawska Polonia. Amatorska ponownie Dyskobolia dostała po tej transakcji prawo gry w piątej lidze. Szybko spadła jednak do siódmej, gdzie gra obecnie.

Producent tapicerki odzyskał stabilność. Daleko mu było jednak do dawnej świetności. W latach 2009-2012 sprzedaż Groclinu nie sięgała nawet 200 mln zł, a maksymalny roczny zysk wyniósł 2,1 mln zł.

W marcu 2013 r. Groclin ogłosił przejęcie firmy Kabel-Technik-Polska z Czaplinka, produkującej wiązki kablowe. Transakcja miała być sfinansowana przez nową emisję akcji Groclinu, a to oznaczało, że Kabel-Technik-Polska de facto przejmie Groclin i w ten sposób wejdzie na warszawską giełdę.
Decyzja skądinąd ciekawa. Dowodzi bowiem, że rodzina Drzymałów kontrolująca dotąd 63,7 proc. głosów na walnym zgromadzeniu, uznała, że zamiast pociągać za wszystkie sznurki w firmie która utknęła w ślepej uliczce, lepiej mieć mniejszy udział w biznesie z perspektywami. O tym, że Kabel-Technik-Polska takie ma świadczy choćby to, że jeszcze przed sfinalizowaniem fuzji, Groclin zaczął szukać 700 nowych pracowników, nie dla swojej produkcji, ale dla realizacji zamówień firmy z Czaplinka.

Choć siedzibę ma w Czaplinku, a zakłady produkcyjne jeszcze w Drawsku Pomorskim i Białogardzie, Kabel-Technik-Polska nie jest firmą polską, ale niemiecką. W konsekwencji to niemieckie spółki Kabelconcept Hornig z Teltow i Gerstner Managementholding z Drezna, kontrolują obecnie 52,5 proc. akcji Groclinu. Udział rodziny Drzymałów spadł do 25,4 proc. Reszta jest w tzw. wolnym obrocie, a więc w rękach polskich inwestorów indywidualnych lub funduszy inwestycyjnych.

Za kilka miesięcy udziały Polaków jeszcze stopnieją. Powód? Pięć dni przed ustąpieniem pana Zbigniewa z funkcji prezesa, niemieccy akcjonariusze uzgodnili przejęcie przez Groclin niemieckiej spółki Car Trim Holding, mającej zakłady w Niemczech, Czechach oraz Bośni i Hercegowinie. Transakcja ma być sfinalizowana poprzez emisję akcji skierowaną do udziałowców Car Trimu, z wyłączaniem dotychczasowych akcjonariuszy Groclinu. I nawet nie znając rentowności Car Trimu można stwierdzić, że dodruk akcji będzie raczej niemały. W 2014 r. przychody Car Trimu mają bowiem wynieść 69 mln euro, czyli około 290 mln zł. To mniej więcej trzy czwarte obrotów jakie w 2013 r. wygenerowały łącznie Groclin i Kabel-Technik-Polska. Nowe akcje trafią zapewne w niemieckie ręce, bo choć właścicielami Car Trimu są cypryjskie spółki Friendmall i Markmila, można przypuszczać, że powstały tylko ze względów podatkowych.

I w tym kontekście warto wrócić do wielkopolskiego furmana sprzed 100 lat. Choć jego wóz stał się symbolem, to swoją walkę z Niemcami de facto przegrał. Po kilku latach przepychanek sprzedał słynną parcelę i kupił inną, na której stał dom do remontu, na co nie trzeba było urzędowej zgody.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz