13 września 2015

Muzułmański motłoch i jego obłudni adoratorzy nie mogą dyktować warunków

Gdybym twierdził, że każdy muzułmanin to terrorysta, a każdy Cygan to złodziej, to pewne środowiska odsądziłyby mnie od czci i wiary. Nie przeszkadza im to jednak w tak samo absurdalnym utożsamianiu szturmujących Europę tabunów nielegalnych imigrantów z uchodźcami. A przecież nie każdy kto chce zamieszkać w innym kraju jest uchodźcą.

Uchodźca ucieka przed wojną czy prześladowaniami. Ktoś kto chce przenieść się z kraju biednego do bogatego nie jest uchodźcą. Dla podświadomego wywołania współczucia, część mediów maniakalnie posługuje się jednak terminem uchodźcy na określenie w przeważającej mierze muzułmańskich tłumów napływających do Europy.

Przykładem Fakty TVN z 10 września 2015 r. Zagadnienia dotyczy drugi w kolejności materiał w programie. Łącznie z zapowiedzią, określenie uchodźcy pada dziewięć razy, trzy razy dochodzą do tego uciekinierzy, również sugerujące przymusowe opuszczenie domów. O migrantach mowa tylko raz. O nielegalnych imigrantach mowy nie ma mowy ani razu. Na podstawie czego tak dobrano słownictwo trudno dociec, bo pokazywane tłumy są dla dziennikarzy TVN tak samo anonimowe jak dla mnie i każdego kto czyta ten tekst. A jedyne co można z pewnością o nich powiedzieć, to że nielegalnie przekraczają granice. Na całym świecie jest to karane. W Polsce może być wykroczeniem związanym z grzywną albo przestępstwem zagrożonym trzema latami więzienia. Jeśli przybysz deklaruje ucieczkę przed prześladowaniami lub wojną uruchamiane są oczywiście inne procedury. Do wyjaśnienia sprawy trafia do specjalnego ośrodka. Nie może go opuszczać, ale nie ma tam więziennego rygoru.

Mniej więcej to próbowali robić Węgrzy. Nie chcieli zrobić przybyszom krzywdy tylko ich zewidencjonować i rozpoznać kim są. Ale imigrancka tłuszcza nie chciała im na to pozwolić. Zablokowała drogi i dworce bo tak uznała za stosowne. W Hiszpanii podpalili ośrodek by uciec. Ci ludzie nie rozumieją, że jeśli ktoś odwiedza cudzy dom to przystosowuje się do panujących w nim zasad. Jeśli mu nie odpowiadają to po prostu nie przychodzi. Azjatycko-afrykańscy imigranci łamią prawo i jeszcze mają pretensje jak usiłuje się im uświadomić, że jakieś zasady w Europie obowiązują Uważają, że to my Europejczycy powinniśmy dostosować się do tego co oni chcą. Na to absolutnie nie można się zgodzić.

Przecież mogą ich przyjąć Arabia Saudyjska, Kuwejt czy Zjednoczone Emiraty Arabskie. Te bogate kraje to dla Syryjczyków czy Irakijczyków zarówno bracia w wierze jak i narodowości. Ciekawe więc dlaczego tam się nie wybierają? Pewnie dlatego, że nikt się tam nie będzie z nimi cackał.

My też nie możemy dać sobie wejść na głowę. Niekontrolowane muzułmańskie hordy to realne zagrożenie. To islamiści wysadzają się w samolotach czy metrze. Oburza więc medialny lincz jakiego dokonano na węgierskiej dziennikarce, która usiłowała, na tyle skromnie na ile mogła, powstrzymać ludzi nielegalnie przekraczających granicę jej kraju. Nie słychać za to pretensji do policji, która na tych samych zdjęciach wykazuje się zadziwiającą biernością. Nie można popaść w paranoję i twierdzić, że granice UE przekraczają sami terroryści. Ale metodą działania islamskich zbrodniarzy jest wmieszanie się w tłum. A napływających tłumów nikt nie kontroluje. Podejmowane w tym zakresie próby spotykają się z nieuzasadnioną agresją imigranckiego motłochu.

Medialny lincz na węgierskiej dziennikarce to sprawka moralizatorów pokroju Renaty Kim, dziennikarki „Newsweeka”. Podczas radiowego wywiadu zadeklarowała:

"Wyobrażam sobie, że gdyby moja parafia wzięła pod swój dach syryjską rodzinę, to ja jestem w stanie gotować dla takiej rodziny obiady, brać kilka razy w tygodniu ich dzieci na plac zabaw (…)."

Nie sądziłem, że można mieć taką pustkę w głowie by sądzić, że napływający do Europy imigranci nie umieją gotować i nie trafią z dzieckiem na huśtawkę. Od kogoś kto ich tu zaprasza oczekiwałbym poważniejszych deklaracji. Taki pomysł się pojawił – podsunięty chyba przez słuchacza. Ale moralizatorce z „Newsweeka” bardzo się nie spodobał:

"To jest dopiero szantaż moralny pytanie kogokolwiek czy przyjmie uchodźcę pod swój dach."

A czy szantażem moralnym nie jest epatowanie zdjęciem syryjskiego chłopca, który wraz z bratem i matką utonął chcąc dostać się do Grecji? To przecież jego rodzice podjęli decyzję o morskiej przeprawie gdy byli już w kraju bezpiecznym, czyli Turcji. A teraz ojciec ma pretensje do całego świata, że rodzina mu się potopiła.

Ale niektórzy skwapliwie podchwycili wątek z małym topielcem. Przykładem Roman Andrzejak, wiceprezes firmy Pozbud T&R produkującej okna i drzwi:

"Nie ma chyba osoby, której nie poruszyły zdjęcia martwego chłopca na plaży. Wobec takiej tragedii nie można przechodzić obojętnie."

Ma nawet konkretną propozycję dla sześciu imigrantów

"Chcemy te osoby legalnie zatrudnić na etat, mamy dla nich przygotowane mieszkania. Pozbud zatrudnia obecnie mniej więcej 150 osób, a w Wielkopolsce niemal nie ma bezrobocia, więc musimy szukać rąk do pracy poza regionem."

Ciekawe jest w tym kontekście wyjaśnienie co znaczy, że firma ma przygotowane dla nich mieszkania. Jeśli chce je przekazać w akcie darowizny to czy takie same warunki oferuje Polakom? Zakładam, że nie bo nawet jeśli płaci marnie miałaby pod bramą kolejkę chętnych do pracy. A może chodzi tylko o rodzaj użyczenia – coś w rodzaju hotelu robotniczego lub feudalnych czworaków? Płacimy najmniej jak się da, ale masz dach na głową. A jak się nie podoba to szukaj innego lokum. Takie quasi niewolnictwo podlane sosem z miłości bliźniego.

I tu wypływa druga poza bezpieczeństwem istotna kwestia. Nawet jeśli początkowo nimi byli, z każdym kilometrem dalej od domu w tych ludziach mniej jest z uchodźców, a więcej z emigrantów ekonomicznych. Zmierzają do Europy bo w najbogatszych jej części są kosmicznie wysokie zasiłki dla imigrantów. W takiej Danii np. 800 euro na głowę, a i to po obniżce o 45 proc.! Oni to wiedzą i chcą wykorzystać. Są grupą ultra roszczeniową. W głowach mają mit bogatej Europy i myślą, że zaraz po przyjeździe będą żyć jak przeciętny zachodni Europejczyk. Nie rozumieją, że na bogactwo Europy pracowało wiele pokoleń.

Na dodatek jako grupa nie mają Europie nic do zaproponowania. Większość z nich ma kwalifikacje bardzo niskie. Edukacja z grubsza odpowiadająca naszemu rozumieniu tego słowa istniała w Syrii. Już w Iraku kilkanaście procent ludzi to analfabeci. W Afganistanie czy krajach Afryki Subsaharysjskiej czytać i pisać nie umie ponad połowa mieszkańców. Co w tym zakresie zmieni przybycie do obcej im kulturowo Europy? Zamkną się w etnicznych gettach, rozmnażając i żyjąc z zasiłków. Będzie ich coraz więcej, więc będą coraz bardziej kosztowni. Coraz większa będzie też ich frustracja. Bo u siebie byli może biedni, ale równi sąsiadom. Tu będą żyć na marginesie. A stąd tylko krok do ataków na etnicznych Europejczyków. Ataków, które trzeba powstrzymać. A powstrzymać je można wyłącznie stawiając mur przed azjatycko-afrykańskimi hordami szturmującymi nasz kontynet. I nie chodzi o to by nie przyjmować prawdziwych uchodźców. Chodzi o to byśmy to my ustanawiali zasady na jakich się o odbywa i byśmy to my pozostali panami w swoim domu. A jak się to komuś nie podoba to trudno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz